z nami od: 2007-07-17 ostatnio widziano: 2011-08-19 07:35:00
Pisanie nie polega jedynie na wyrażaniu myśli, to także głęboka zaduma nad wymową każdego słowa.
OCEŃ PROFIL
Średnia: 7.61 Liczba ocen: 49
MAPKA
ULUBIONE KLUBY
OPIS
Licencjonowana biotechnolog.

Fanka żużla i piłki nożnej,
która z miłą chęcią obejrzy
również turniej snookera, mecz
siatkarski lub pojedynek
tenisistów.

Osoba, która uwielbia
pochłaniać kolejne thrillery
medyczne, szczególnie autorstwa
Tess Gerritsen, Michaela Palmera
i Robina Cooka.
NAJŚWIEŻSZE WPISY NA BLOGU
Porządki
niedziela, 01 listopada 2009, 21:38
Koniec sezonu ligowego kojarzy się większości z rozdaniem medali, podsumowaniami oraz szeregiem spekulacji, dotyczących tego, kto zmieni barwy klubowe, itp. Mnie jedne plotki bawią, inne denerwują, a jeszcze inne w ogóle nie obchodzą. Wiele rzeczy i tak już pewnie od jakiegoś czasu jest poustalanych, a teraz toczy się po prostu psychologiczna gra. Dla mojej osoby finisz rozgrywek to jednak również porządki, a co się z tym wiąże układanie programów, biletów, opasek, jednorazowych akredytacji oraz szeregu najróżniejszych gadżetów, związanych z czarnym sportem. Programy mają swoje stałe miejsce na jednej z półek, szkoda tylko, że prawie się już tam nie mieszczą. Robię jednak wszystko by je utrzymać w tym miejscu w zwartym szeregu, gdyż okropnie irytuje mnie, kiedy wypadają. Fakt faktem ześlizgują się po sobie w uroczy sposób, ale ich układanie, kiedy czas goni, potrafi nieco wyprowadzić z równowagi. Ostatnio na wskazówki zegara patrzeć nie musiałam, więc kiedy ze sterty wysunął się program ze spotkania Unia Leszno - Apator Toruń z 3 maja 2004 roku, poświęciłam mu kilka chwil. Ujrzeć w szeregach 'Byków' nazwisko Dobrucki było naprawdę miłym wspomnieniem. Rafał zawsze pasował mi do ekipy z Wielkopolski. Uderzający był widok na pozycji juniora Krzysztofa Kasprzaka oraz Piotra Protasiewicza z Aniołem na piersi (mam nadzieję, że już nigdy czegoś takiego oglądać nie będę musiała). Bardzo przyjemnie wspomina mi się tamte czasy, naprawdę bardzo. Nawet nie kładzie się na tę retrospekcję cień 'Panienki'. Co ciekawe w minionym sezonie pojedynek torunian z leszczynianami również miał miejsce 3 maja, ale tym razem gospodarzami byli podopieczni Jana Ząbika.
Kwestię programów zamknęłam jednak owego dnia dość szybko, w sumie niesforny okazał się tylko ten opisany wyżej, więc po kilkunastominutowym przypominaniu sobie, jak to wtedy było i uśmiechaniu się sama do siebie, przeszłam do wrzucania tzw. 'luźnych rzeczy' (czyt. biletów, jednorazowych akredytacji, stałych akredytacji, gadżetów) do mojej ulubionej papierowej torby z logiem Bydgoszczy. Dostałam ją 13 września 2008 roku przed GP Polski. Stanowiła prezent dla dziennikarzy i fotoreporterów. Zawierała notes, którego każda kartka opatrzona jest logiem Bydgoszczy, mapę Bydgoszczy, podstawkę pod kubek z jakimś wycinkiem Bydgoszczy, smycz z logiem SGP oraz program. Od tamtego momentu służy mi jako skrytka 'luźnych rzeczy'. Za każdym razem, kiedy coś do niej dokładam, wyjmuję wszystko, co już w niej jest i oglądam raz jeszcze. Dlaczego? Ponieważ bardzo lubię wspominać. Zawartość torby obecnie mnie trochę zaskoczyła, gdyż wychynął z niej mój granatowy notatnik, który zawsze leżał w pobliżu albumów z moimi zdjęciami z żużlowcami. Jakimś cudem (cuda rzadko się zdarzają, więc pewnie sama go tam włożyłam i o tym zupełnie zapomniałam) przedostał się do torby i swym pojawieniem się wywołał uśmiech na moich ustach. To kolejna porcja pamiętnych wydarzeń. W notatniku bowiem znajduje się wiele autografów, o które starałam się bardzo mocno. Postanowiłam więc przejrzeć je strona po stronie, a tym samym powrócić do lat 2002-2005. Kolekcję parafek otwiera podpis Tomasza Golloba i muszę w tym miejscu powiedzieć, że wcale nie było to zamierzone działanie z mej strony, zadziałał po prostu czysty przypadek. Następnie mój wzrok wodził po zamaszystych esach floresach Tony Rickardssona, Jasona Crumpa, Mirka Kowalika i wielu, wielu innych. Kilkanaście stron później rozpoczyna się seria autografów z dedykacją (na początku wartością był sam podpis, ale później stałam się bardziej wymagająca). Szczerze się śmiałam czytając na głos teksty: 'Dla Pauliny Krzysztof Kasprzak', 'Paulinie Grzegorz Walasek', 'To Paulina Ryan Sullivan'. Z każdą parafką wiąże się jakaś historia, ale najciekawsza związana jest z Sebastianem Ułamkiem. Popularny 'Seba' podpisał się w następujący sposób: 'Dla Pałliny Sebastian Ułamek'. Jest to jedna z moich najzabawniejszych pamiątek. Po notatniku czas przyszedł na zapach do samochodu z Krzysztofem Kasprzakiem. Gadżet ten rozdawano również przed GP w Bydgoszczy w roku ubiegłym. Ja zebrałam ich trochę, ale porozdawałam kierowcom, zostawiając jeden, którego przeznaczeniem jest wisieć w moim aucie. Fakt faktem szybko to nie nastąpi, ale może za kilkanaście lat KK doczeka się jeżdżenia ze mną po Polsce;).
Podsumowując, żużlowe porządki zawsze wprawiają mnie w doskonały nastrój, gdyż zawsze przywołują same miłe wspomnienia. Za każdym razem zdaję sobie sprawę też, że ta według mojej mamy zajmująca mnóstwo miejsca makulatura, to pamiątka na lata i coś, co będzie zachwycać i rozgrzewać w długie zimowe wieczory.
M.P. detronizuje T.G.
poniedziałek, 03 sierpnia 2009, 22:21
Książki były obecne w moim życiu od zawsze. Jak byłam dzieckiem mama czytała mi mnóstwo bajek (trochę dziś żałuję, że nie na przykład 'Biochemię' Luberta Stryera, ale ten 'błąd wychowawczy' być może będę miała szansę naprawić na własnych dzieciach;D), a później kiedy już sama poznałam sztukę składania liter w sylaby, a sylab w słowa, pochłaniałam kolejne mniej lub bardziej opasłe pozycje. Swego czasu czytałam co popadnie plus szkolne lektury. Jednak już wtedy uczyłam się bycia czytelnikiem wybrednym, bowiem, kiedy tylko książka nie zaciekawiła mnie przez pierwszych 10-20 stron, odkładałam ją bez żadnego poczucia winy (lektury przeczytałam jednak wszystkie, nie żeby mnie jakoś szczególnie dosłownie każda ciekawiła, ale wypełniłam w ten sposób swój uczniowski obowiązek).
Kiedy nastał moment, iż zaczęłam w pełni świadomie wybierać tematykę powieści, rozsmakowałam się w horrorach, a moim niekwestionowanym guru stał się Graham Masterton. Uwielbiałam sposób, w jaki budował napięcie oraz to, jak możliwe do spełnienia patologiczne wręcz zachowania rodziły się w jego głowie i w jak prosty sposób przelewał je na papier. Najlepszym dziełem Mastertona jest w mojej opinii 'Szary diabeł', a brak formy u wymienionego wyżej pisarza da się najdobitniej zauważyć w 'Bazyliszku'. Książka ta jest napisana ze zbyt dużą prostotą i mocno przesadzonymi momentami zaskoczenia, które nie wywołują strachu, a jedynie uśmiech politowania.
Jakiś czas później odkryłam kunszt Stephena Kinga, ale muszę przyznać szczerze, że w powieściach tak zwanego mistrza gatunku jest coś, co mnie okropnie irytuje, co mnie odrzuca, w związku z czym zdołałam 'połknąć' tylko dwie historie jego autorstwa: 'Miasteczko Salem'  i 'Sklepik z marzeniami'. Obie zainteresowały mnie już od pierwszych stron i nie zawiodły do ostatnich. Jednak klasyk, jakim niewątpliwie jest 'Zielona mila', pozostaje poza zasięgiem moich możliwości. Nie wiem, dlaczego, ale nie potrafię przebrnąć przez pierwszą stronę, po której przeczytaniu jestem okropnie znużona. Kiedyś tłumaczyłam to faktem, iż nienawidzę narracji pierwszoosobowej, ale ostatnio przeczytałam fenomenalną książkę pisaną właśnie w taki sposób i nie miałam żadnych problemów z przewracaniem kartek.
Pewnego dnia w czasie szukania w bibliotece pozycji autorstwa Mastertona w moje ręce wpadł thriller medyczny i zaraz po jego przeczytaniu stałam się fanką gatunku. Początkowo lubiłam przechadzać się ścieżkami świata fantazji Robina Cooka. Bardzo przyzwyczaiłam się do fenomenalnie wykreowanej dwójki patologów Jacka Stapletona i Laurie Montgomery i było to przywiązanie na tyle silne, że trudno mi było poznawać bohaterów thrillerów, niezwiązanych z prosektorium. Cook w świetny sposób stworzył portret psychologiczny Stapletona. Jacka trudno nie lubić. Patolog ma specyficzny sposób bycia, który charakteryzuje ucieczka w pracę, dociekliwość, izolowanie się od głębszych kontaktów uczuciowych, spowodowane utratą żony i dwóch córek. Stapleton dochodzi do sedna w sposób fantastyczny, małymi kroczkami.
Czy Cook zachwyca? Hm... do jego powieści trzeba mieć cierpliwość, ponieważ pierwsza połowa książki jest często nużąca i trzeba przez nią po prostu przejść. Warto to zrobić, gdyż 'widok po drugiej stronie zapiera dech w piersi'. Przetestowałam to już na dziesięciu pozycjach Cooka i nigdy nie zaobserwowałam odstępstwa od tej prawidłowości. Za najlepszą powieść Robina uważam tę, która doczekała się ekranizacji, czyli Comę. Godne polecenia są również 'Zabawa w Boga' i ‘Mutant'.
Po Cooku przyszedł kolejny etap mojego anatomopatologicznego wtajemniczenia - poznałam kunszt pisarski Tess Gerritsen. Jej styl pokochałam od pierwszego zdania przeczytanego w 'Chirurgu'. Wytwór ten zaczyna się fragmentem z pamiętnika Warrena Hoyta, który wygłasza peany na temat krwi, a także zawiera doskonałe wręcz wstawki, dotyczące historii starożytnej. Dla mnie to istna maestria. 'Chirurg', 'Skalpel', 'Grzesznik', 'Sobowtór', 'Autopsja' i 'Klub Mefista' to ciąg perypetii porywczej detektyw Jane Rizzoli, chłodnej i zdystansowanej patolog Maury Isles oraz początkowo Warrena Hoyta, a później Gabriela Deana. Ja oczywiście jak zawsze przywiązałam się do bohaterów. Najbardziej do lekarza sądowego (Maura Isles) oraz czarnego charakteru (Warren Hoyt). U Maury zachwyca mnie profesjonalizm, perfekcjonizm i próba znalezienia naukowego wyjaśnienia wszelkich kwestii, nurtujących ludzkość. Hoyt natomiast zniewala wysublimowanymi zbrodniami i tym, jak ekscytującą grę prowadzi ze swoimi ofiarami. Jest zły, zepsuty do szpiku kości, ale ma w sobie coś tak magnetyzującego, że podążanie torem jego myśli porywa człowieka całkowicie. Szkoda, że Tess zrezygnowała z jego postaci tak szybko. Ale może był to zabieg celowy, gdyż nie ma nic gorszego niż zmęczenie materiału.
Godne uwagi są też te powieści Gerritsen, w których zabrakło doktor Isles i detektyw Rizzoli - 'Dawca' oraz 'Ogród kości'. Pierwsza z nich to oszałamiające studium ludzkich uczuć, a przede wszystkim tego, jak niewiele są warte w momencie, gdy chodzi o grube pieniądze. Problem ten został wkomponowany w kwestię dotyczącą nielegalnego handlu organami. 'Dawca' wywołał we mnie mnóstwo emocji, doprowadził mnie na skraj zdenerwowania. Była to pierwsza powieść, którą chciałam w kilku momentach cisnąć o ścianę. Tak, to było coś. Właśnie takie odczucia powinny wzbudzać we mnie twory pisarskie.
Druga książka natomiast aż kipi od urzekających retrospekcji, pozwala także zrozumieć, jakie warunki panowały w szpitalach w XIX wieku, a także jak wówczas radzili sobie głodni wiedzy i niedoświadczeni studenci medycyny.
Za porażkę Tess uważam 'Opary szaleństwa'. W powieści tej wszystko wydaje się być zrobione na siłę, czyta się ją bardzo ciężko, bez zaciekawienia, co przyniesie kolejna strona.
Po nieudanym 'romansie' z Kingiem stroniłam od tak zwanych mistrzów gatunku, dlatego też długo wzbraniałam się przed sięgnięciem po cokolwiek autorstwa Michaela Palmera, ale nadszedł w końcu moment, kiedy postanowiłam spróbować i jego. Tym razem strzał okazał się celny. Nawet nie przypuszczałam, że można stworzyć dzieło, w którym żadne zdanie nie jest zbędne, mało tego, w którym każda partykuła zajmuje odpowiednie miejsce. Palmer to potrafi. Czytając 'Siostrzyczki', 'Eksperyment', czy 'Piątą fiolkę', nawet przez ułamek sekundy nie odczuwałam znudzenia. Wszystkie strony coś wnosiły, jedna uzupełniała drugą w sposób idealny. Kiedyś słyszałam opinię, że autorzy często piszą zbyt rozwlekle, bez sensu zwiększając liczbę wyrazów, podczas gdy mogliby zamknąć te kilka wątków w góra 200 kartkach. 'Piąta fiolka' zawiera ok. 500 stron i moim skromnym zdaniem, gdyby zabrakło którejkolwiek z nich, całość straciłaby swój niepowtarzalny urok. Palmer ma talent i potrafi go sprzedać w najlepszej jego postaci.
Na koniec moich rozważań o ulubionych autorach zostawiłam Simona Becketta, którego styl dopiero poznaję. Przed bliższym zaznajomieniem z nim również miałam opory. Dlaczego? Powód był prosty - totalne znienawidzenie narracji pierwszoosobowej, a tym samym uwielbienie narratora wszechwiedzącego, występującego w trzeciej osobie. Ale przełamałam się i tak, jak w przypadku Palmera nie żałuję podjętego ryzyka. Trudno znaleźć mi odpowiednie słowa, by opisać to, co cenię w Beckecie, więc pozwolę sobie na umieszczenie dwóch fragmentów z 'Chemii śmierci', które wspaniale obrazują jego górnolotny styl i plastyczność opisów.
'Ciało ludzkie zaczyna się rozkładać cztery minuty po śmierci. Coś, co było kiedyś siedliskiem życia, przechodzi teraz ostatnią metamorfozę. Zaczyna trawić samo siebie. Komórki rozpuszczają się od środka. Tkanki zmieniają się w ciecz, potem w gaz. Już martwe, ciało staje się stołem biesiadnym dla innych organizmów. Najpierw dla bakterii, potem dla owadów. Dla much. Muchy składają jaja, z jaj wylęgają się larwy. Larwy zjadają bogatą w składniki pokarmowe pożywkę, następnie migrują. Opuszczają ciało w składnym szyku, w zwartym pochodzie, który podąża zawsze na południe. Czasem na południowy wschód lub południowy zachód, ale nigdy na północ. Nikt nie wie dlaczego.'
'Przez ciemny pokój płynęła muzyka, fałszywe tony tańczące wśród zwisających z niskiego sufitu przedmiotów. Jakby w kontrapunkcie do niej, kropelka ciemnego płynu rzeźbiła krętą linię, stale przyspieszając, by wreszcie ulec sile grawitacji. Spadając, przyjęła kształt idealnej kuli, lecz tylko na ułamek sekundy, gdyż zaraz potem roztrzaskała się o ziemię.'

Kto zatem jest w moich oczach niekwestionowanym mistrzem? Przed poznaniem Palmera palmę pierwszeństwa przyznałabym Gerritsen, ale teraz to autora ‘Piątej fiolki’ nagrodzę złotym medalem. Ex aequo drugie miejsce zajmują w moim rankingu Gerritsen i Beckett, a trzecia lokata przypadła w udziale Robinowi Cookowi.

Swoje wywody zakończę pięcioma ulubionymi cytatami z powieści wymienionych wyżej autorów:
‘Ponieważ każde równanie zawierające czynnik ludzki jest nierozwiązywalne, a przynajmniej nigdy nie daje się rozwiązać dwa razy tak samo’ – zaczerpnięte z ‘Siostrzyczek’ Palmera
‘Gdy wszystko inne zawodzi, podziel życie na proste czynności i wykonuj je, jedną po drugiej’ – zaczerpnięte z ‘Eksperymentu’ Palmera
‘Czas jest narzędziem natury, stworzonym po to, żeby wszystko nie zdarzyło się od razu’ – zaczerpnięte z ‘Eksperymentu’ Palmera
‘Śmierć, ów proces alchemii na wspak, w którym złoto życia ulega rozbiciu na cuchnące składniki wyjściowe’ - zaczerpnięte z ‘Chemii śmierci’ Becketta
‘Lśnienie oczu u żywego człowieka bierze się jedynie z odbicia światła od wilgotnych rogówek. Kiedy powieki nie mrugają i rogówka nie jest nawilżana, oczy stają się suche i matowe. To nie odejście duszy pozbawia je życia, lecz po prostu zanik odruchu mrugania’ – zaczerpnięte z jednej z powieści Tess Gerritsen
Kwestia KK
środa, 29 lipieca 2009, 09:36
Do napisania tej notki skłonił mnie fakt, związany z jednym z moich ulubionych zawodników, a mianowicie z Krzysztofem Kasprzakiem. O jaki fakt chodzi? O ogromne zdziwienie znajomych z różnych miast, ale przede wszystkim z Torunia, że ktokolwiek może kibicować 'Kasperowi'. Może byłoby to zrozumiałe, gdybym pochodziła z Leszna, ale urodziłam się i mieszkam w grodzie Kopernika, w związku z czym moje dopingowanie Krzysztofa budzi niemałe zdziwienie, co natomiast wywołuje zdumienie u mnie. Bo przecież co w tym takiego szokującego?
Ja jestem po prostu fanką żużla, co oznacza, że mogę cieszyć się z sukcesów obojętnie jakich jeźdźców, a nie tylko żużlowców toruńskich. Mimo iż w przeszłości miałam do czarnego sportu, a szczególnie do Apatora bardziej fanatyczny stosunek, to i tak już wtedy próbował się we mnie dorwać do głosu obiektywizm, gdyż właśnie na początku swej przygody ze speedway'em zaczęłam doceniać dokonania Tomasza Golloba i bardzo szybko 'Chudy' stał się moim idolem. Ceniłam go za idealne wręcz zespolenie z maszyną, którego tak bardzo brakuje mi obecnie, za umiejętność wybierania i skutecznego wykorzystywania ścieżek, na jakie cała reszta nie odważyłaby się w ogóle zdecydować i za całkowite oddanie temu, co robił. Teraz Tomek jeździ już bardziej asekuracyjnie, ale ja nadal mu kibicuję i życzę wielu kolejnych sukcesów, choć wiem, że będzie je Gollobowi osiągać coraz trudniej, co dość boleśnie pokazał tegoroczny finał Drużynowego Pucharu Świata, rozgrywany na torze w Lesznie.
Wracając jednak do meritum, czyli kwestii Kasprzaka, to nikt chyba nie będzie polemizował z opinią, że jest on zupełnie inny niż Gollob. Przede wszystkim Kasper nie prezentuje specyficznego, albo pięknego stylu, którym można by się zachwycać. Jeździ dość pasywnie, ale jak tylko nadarzy się okazja do przeprowadzenia ataku, to z niej skorzysta. Jednak to właśnie owa pasywność sprawia, że długo przyjdzie mi jeszcze czekać na komplet punktów w jego wykonaniu. Ale jakże on będzie wówczas smakował. Mówi się, że czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas, ale w tym wypadku jest to powiedzenie absolutnie nie na miejscu, gdyż tu każda zdobyta na początku meczu, czy turniejów indywidualnych, trójka, tylko podsyca apetyt i sprawia, że człowiek ma wrażenie, iż czysta piętnastka padnie właśnie dziś. Mi w Kasprzaku podoba się głównie jego walka nogą na pierwszym łuku oraz fantastyczne maksymalne przenoszenie ciężaru ciała w czasie wyłamania motocykla tak, że wygląda to, jakby Krzysiek miał spaść z maszyny. Warto również dodać, iż praktycznie od zawsze miałam tendencję do kibicowania zawodnikom bez stylu, o których część osób mówi, że po prostu odrabiają pańszczyznę, nie starając się przy tym o dostarczenie kibicom niesamowitych doznań. Mogę w tym miejscu wymienić Andy Roddicka oraz Filippo Inzaghi. Australijski tenisista nie może poszczycić się ani wspaniałym forehandem, ani fenomenalnym backhandem, do siatki biega rzadko, a jedyną przewagę nad przeciwnikiem daje mu bardzo mocny serwis. U szczytu formy trudno było jednak pokonać Roddicka komukolwiek. Andy wiele już na korcie wywalczył (oczywiście nie tyle, ile Roger Federer), ale ja wciąż wierzę, że powrócą dla niego wspaniałe, pełne triumfów czasy. Filippo Inzaghi natomiast to włoski piłkarz, niejednokrotnie określany lisem pola karnego, bardzo często krytykowany z powodu pasywnej gry i wyłącznie czekania na idealne dośrodkowania, ale przecież jego rolą jest właśnie wykorzystywanie nadarzających się okazji, które wypracują pomocnicy.
Czy więc kibicowanie zawodnikom bez stylu jest takie złe lub niewłaściwe?
Chyba nie...
Komentarze
mimix100
mimix100 [1083/4745] 2010/07/25 12:27
Witam,pozdrawiam i życzę milutkiej niedzieli :):):)
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.1

krzysiek-49
krzysiek-49 [565/3875] 2010/04/26 18:35
10 z Gdanska
Zgłoś naruszenie
Ocena: 3.89

fifka92
fifka92 [21/63] 2010/04/19 21:25
Dziękuję za miły komentarz,zostawiam 10 i Pozdrawiam ;))
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.6

mimix100
mimix100 [1083/4745] 2009/12/25 20:49
Wesołych Świąt, Pełnego Brzuszka, Białego Puszka
Humorku Dobrego, Sylwka Pijanego
Dużo Przyjemności, Jedynej Miłości
Kogoś U Boku, Tego Ci Życzę W Nowym Roku
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.1

mimix100
mimix100 [1083/4745] 2009/12/22 13:16
Witam po dłuższej przerwie i gorąco pozdrawiam :):):)
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.1

DarQ
DarQ [159/702] 2009/11/10 21:53
Witam Fankę Toruńskiego Apatora, Miło się konwersuje...
10 z Rzeszy;]
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.52

Gravel
Gravel [1615/5828] 2009/12/05 18:26
10 za ciekawy profilek
http://www.jaskolki.fanklub.sport24.pl/
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.21

dollores
dollores [20/156] 2009/11/03 22:45
http://www.grzegorzzengota.fanklub.sport24.pl/ zapraszam:)
Zgłoś naruszenie
Ocena: 3.78

mariula
mariula [616/1999] 2009/09/18 21:49
dyszka dla ciebie,pozdro z leszna
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.57

zbyno60
zbyno60 [3644/12661] 2009/09/16 13:51
Pozdrowienia z Zielonej Gory.(10) za zainteresowania i ciekawy blog.
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.53

wieslawsanok
wieslawsanok [6465/19512] 2009/09/11 21:39
Gratuluję ciekawej i subtelnej dociekliwości we wszystkim,co czynisz.W związku z faktem,że lubisz książki polecam:Jerzy Sikora-Biodiagram prawdę Ci powie-Krajowa Agencja Wydawnicza Katowice 1983.Książka ta odpowie Ci skąd bierze się sprawność organizmu lub inaczej "dyspozycja dnia"jak to nazwałaś podczas jazdy w eLce.Krótko mówiąc Paulinko-pragnę abyś uwierzyła w biorytm fizyczny w cyklu 23 dni,psychiczny-28 dni i intelektualny -33 dni.To nie czary ani wróżby.Wszystkie te rytmy zawiązują się w chwili urodzenia człowieka i przebiegają falowo przez całe życie,niezaleznie od stanu pogody.Daj znać,jeśli nakład wyczerpany.Wiesław Dubiel
Zgłoś naruszenie
Ocena: 3.11

lime68
lime68 [14743/50035] 2009/09/05 08:21
+10 za fajny blog! pozdro ZG!
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.43

Luman
Luman [5/115] 2009/08/29 13:46
Pozdrowionka z Bydzi!!!:))) 10 dla Ciebie:))
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.6

wojttzg
wojttzg [1472/5918] 2009/08/29 00:58
Wow, pozdrawiam z Zielonej Góry fankę Apatora, 10 od Falubaza!
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.58

mimix100
mimix100 [1083/4745] 2009/08/14 11:33
Witam i gorąco pozdrawiam wierną fankę APATORA oraz życzę miłego,słonecznego i udanego weekendu obfitującego w wiele emocji sportowych :)
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.1

mimix100
mimix100 [1083/4745] 2009/08/09 07:22
WITAM PAULINKO,WIDZĘ ŻE RANNY PTASZEK Z CIEBIE?? MIŁEJ NIEDZIELI :)
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.1

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Komentuj
Oceń:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kanały rss Kontakt FAQ
Sport24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
0.9253 -
Firma w holdingu PMPG